I kolejna05.03.2010 :: 09:41 |
Link |
Skomentuj (0)...notka dodana po to, by mi bloga nie skasowali. :<
Smutne, że muszę się do tego posuwać - ale już niedługo!
Pozdrawiam. ^^
6 - Koniec unii ze Szwedkiem14.04.2009 :: 15:52 |
Link |
Skomentuj (2)Szwecja nie mógł wytrzymać z Danią w jednym domu. Moje przypuszczenia sprawdziły się co do joty – Danmark chciał mieć w nim marionetkę do swoich celów, psuł mu interesy z Niemcami, a nawet więcej – obsadził mu prowincję swoimi ludźmi, którzy gnębili jego rodaków. Dlatego zabrał Finlandię i gdzieś poszli.
[1] Czasami zastanawiam się, czy nie zrobić tego samego, w końcu i mnie Dania doprowadza do szału – ale coś mnie tu trzyma. O, tak, wiem, ogólne uzależnienie od wszechpotężnego sąsiada. Ale coś jeszcze. Odkąd pamiętam, Dania tak bardzo przykuwał mnie swoją osobą. Nie wiem, co to jest. Na pewno nie miłość. Jedyna miłość jaką znam i jaką mi wpajano, to miłość brata do brata albo syna do ojca.
Dzisiaj był... smutny. Nigdy nie widziałem go smutnego. Wściekłego i wywrzaskującego zemstę – owszem, ale smutnego... w głowie mi się to nie mieści. Na jego widok poczułem taki żal, że miałem ochotę rzucić się na niego, przytulić, i powiedzieć z nadzieją, że będzie lepiej. Przecież jest wspaniały, przecież wydźwignie nas i znowu zrobi z nas potęgę. Mamy Islandię. Mamy Grenlandię. Mamy... siebie właściwie.
Koniec pierwszego sezonu 'Zapisków...'
5 - W unii z Danem i Szwedkiem14.04.2009 :: 15:50 |
Link |
Skomentuj (0)Danii chyba naprawdę nudzi się samemu, odkąd wszyscy odwróciliśmy się od niego, bo zwołał nas do starego domu, a właściwie do zamku w mieście Kalmar, które Szwecja zbudował w jego miejscu, i po długich zapewnieniach, że jest skruszony wszystkimi swoimi postępkami popełnionymi przez te kilka wieków, wreszcie wyłuszczył, o co mu właściwie chodzi. Otóż nasz poczciwy Danmark uroił sobie, że powinniśmy wszyscy trzej znowu zamieszkać w jego domu i stać się jednym wielkim państwem, ze wspólnym królem, i że powinniśmy odtąd razem ruszać na wojnę.
[1]
Ja zgodziłem się dość łatwo. Wzruszyły mnie tak szczere zapewnienia Danii, że żałuje wszystkiego, co mi zrobił – a poza tym, choć ani myślę się do tego przyznawać nawet przed Islandią – bardzo bawił mnie fakt, że tak się przede mną płaszczy. Poza tym nie czułem się pewnie w pojedynkę i gdyby Dania w porę nie zaproponował nam unii, pewnie sam bym do niego wrócił. No i zawsze, jeszcze jako kompletny dzieciak, miałem do niego słabość...
O wiele trudniej było przekonać Szwecję. Nie ukrywam, na jego miejscu sam bym się wahał. Ma silne państwo, dużo żelaza, którym handluje z południem
[2], a w dodatku po Danii widać, że liczy na jego posiłki w potyczkach z Niemcami
[3], które namiętnie prowadzi. W końcu jednak Sverige zgodził się dołączyć do unii, chyba bardziej dla świętego spokoju, niż z chęci.
Przenieśliśmy się wszyscy do domu Danii, żeby miał nas zawsze pod ręką. Szwecja chyba mocno wdał się w ojca, bo przyprowadził ze sobą... a jakże, następnego 'braciszka'!. Najmłodsze dziecko w rodzinie ma bujną blond grzywę, nieokreślonego koloru oczy, i... rzeczywiście to wszystko wskazuje na brakujące ogniwo w naszej familii. Tym razem mamusię mamy tę samą [przynajmniej ja, on i Szwecja, z Danią nie są w ogóle spokrewnieni], ale tatuś jest nie wiedzieć kim. Wiemy o grzdylu niewiele, Szwecja woli na niego patrzyć, niż o nim opowiadać
[4]. Nadał mu nazwę Finlandia, a 'fin' znaczy w jego języku bodajże 'doskonały' [nigdy nie byłem dobry w rozszyfrowywaniu tego, co Szwecja ma na myśli]. Musi mu chyba bardzo ufać, bo nawet zdradził mu swoje imię. Mały sam o sobie mówi per Suomi i w ogóle nadaje wszystkiemu tak cudaczne nazwy, że aż zabawnie posłuchać. Nie umie wymówić 'Norge', więc upraszcza sobie sprawę do Norja, Sverige jest dla niego Ruotsi [Szwecja rumieni się, kiedy Finlandia nazywa go w ten sposób], a Danmark – Tanska. Islandię ochrzcił stosunkowo najbliżej do oryginału, bo Islanti
[5]. Postanowiłem delikatnie zemścić się na naszym najmłodszym braciszku za jego dziwactwa i podkablowałem Danii, że to półpoganin
[6]. Natychmiast surowo nakazał mu odświeżenie chrztu [o ile w ogóle Szwecja zadbał o jego ochrzczenie!.], co początkowo mnie rozbawiło, ale potem pożałowałem swojego donosu, bo przypomniał sobie też o nas. Wszyscy czterej, z Islandią włącznie, jeszcze raz zostaliśmy zapoznani z treścią Biblii i wszystkimi naukami następców apostołów.
Z nauk wyniosłem wiedzę, że Chrestus naprawdę nazywa się Chrystus, a biskup Rzymu niestety nie popiera takiej rozwiązłości, jakiej dopuszczał się nasz tatuś.
Finlandia ma także trzy siostry – Laponię, Alandię i Karelię, ale nie mieszkają z nami. [Te cudowne spotkania po latach zaczynają się już robić nudne, nieprawdaż?]. O ile się orientuję [te wszystkie koligacje są tak skomplikowane, że chyba je sobie rozrysuję!.], Alandia i Laponia są również naszymi przyrodnimi siostrami, natomiast Karelia ma tego samego ojca, co Fin, a zupełnie inną matkę
[7]. W każdym razie nie czas tu i miejsce, aby się nad tym rozwodzić.
4 - Doigrałem się14.04.2009 :: 15:49 |
Link |
Skomentuj (0)Narobiłem strasznego zamieszania w Anglii. Sam. Bo Dania ostatecznie mi nie pomógł, i jeszcze korzystając z okazji, że mnie nie ma, uzależnił mnie od siebie
[1]. Jestem załamany. Pociesza mnie Islandia, a także Grenlandia, która przypadła mi po podziale majątku, dokonanym niby to przez ojca tuż przed śmiercią
[2]. Znalazł się niedawno w naszym starym domu, w którym mieszkaliśmy kiedyś we trzech ze Szwecją. Nie ważne, czy to autentyk, czy ktoś go spreparował. Oni są tacy kochani. Bardzo się cieszę, że nie znaleźli się pod panowaniem tego łobuza, mojego starszego brata.
Ze zbierania kwiatów przerzuciliśmy się z Islandią na grzyby.
3 - Przyjmuję chrzest14.04.2009 :: 15:48 |
Link |
Skomentuj (0)Wiele się ostatnio zmieniło w moim życiu. Przyjąłem Chrestusa
[1]. Wszyscy, zarówno ja, jak i starsi bracia, a także Islandia, porzuciliśmy pogańskie imiona i przyjęliśmy nowe. Ale nadal nie wolno nam ich zdradzać. Dania bardzo się przejął nakazem Świętej Księgi, która powiada, że gdy się zna czyjeś imię, można nim zawładnąć. Ojciec też nie pozwalał nam ich używać, ale to dlatego, żebyśmy mogli okazywać pogardę wrogom, nieznającym nas nawet z imienia. Nie był to zwyczaj wikiński, nie mam pojęcia, skąd go przywlókł
[2]. Ale widocznie mocno się wrył w pamięć brata, skoro z takim uporem do niego wracał. Zgadzał się zresztą na wiele pogańskich obrządków, wiedząc, że nie zdoła ich wykorzenić. Sam był totalnym przeciwieństwem swojej religii, zakazującej zabijać, kraść i kłamać. Mam wrażenie, że przyjął ją tylko po to, by misjonarze z południa przestali go nękać. Podobnie było ze Szwecją. Ilekroć go widywaliśmy, opowiadał nam swoje stare historie, wciąż tak samo przejęty. I nadal rumienił się, gdy się mu spróbowało wytknąć, że to fantazja i bzdury. Mam wrażenie, że on wciąż w głębi serca jest poganinem. Ja z pewnością jestem. Wiara mojego ojca wydaje mi się bliższa mojej naturze
[3].
No właśnie, ojciec. Niedawno wróciła jego flota, ale już bez niego. Ojciec zaginął podczas sztormu i już się prawdopodobnie nigdy nie odnajdzie. Niestety, nie pozostawił po sobie żadnych wskazówek, kogo chce uczynić swoim następcą. Mnie to w sumie niewiele obchodzi, bo i tak jesteśmy z Islandią najmłodsi i nie mamy szans na panowanie nad resztą. Zresztą, nie ciągnie nas specjalnie do tego. Z kolei Szwecja jest najstarszy, ale zarazem najspokojniejszy. Pewnie ustąpi Danii, byle mieć święty spokój.
Na razie Dania rządzi w domu nieoficjalnie, bo Szwecji i tak nigdy nie ma. Łajdaczy się gdzieś na wschodnim wybrzeżu i myśli, że tego nie widzimy. Ale trzeba przyznać, przywozi stamtąd piękne rzeczy. Oddaje mi je za... łososia. Twierdzi, że w całym jego morzu nie ma tak smacznej ryby, jak mój łosoś
[4].
Jak już wspominałem, jestem teraz chrześcijaninem i stałem się wielkim panem. Już mi wolno pisać i nikt tego nie wyśmiewa, bo ludzie wykształceni są przez chrześcijan bardzo cenieni. Ale używanie ich alfabetu jest takie skomplikowane, że porzuciłem naukę na literze 'F'. Wolę używać runów, jeśli trzeba coś napisać po chrześcijańsku, mam ludzi od tego. Dania podarował mi skrybów, nawet kronikarzy. Jest dla mnie teraz bardzo dobry, bo Szwecja zrobił coś paskudnego
[5] [podejrzewam, że go najechał, ale Dania jest dumny i się nie przyznaje] i chce mieć we mnie sojusznika. Przebąkuje też coś o wyprawie odwetowej na 'kuzynka', który bezceremonialnie najechał moje ziemie i zmusił mnie przez jakiś czas do ukrywania się na Rusi
[6][7]. O dziwo, podoba mi się ten zamysł. Islandia powiada, że obudziła się we mnie spóźniona wikińska krew. I mówi to z jakimś żalem. Racja, mniej mnie teraz ciągnie do taplania się w strumieniach i plecenia wianków, niż do wojaczki.
2 - O wizycie Angola i innych ciekawych sprawach14.04.2009 :: 15:47 |
Link |
Skomentuj (0)Pamiętacie, jak wam mówiłem, że mamy więcej braci i sióstr?. Niedawno poznaliśmy kilku z nich. Najpierw Anglię. Jest tak jak my blondynem, ale ciemniejszym. Ma krzaczaste brwi i oczy koloru zgniłej zieleni. Jest tak wyniosły, że nie mówi do nas 'bracia', ale 'kuzyni'
[1].
Od razu zainteresował się moimi zapiskami. W ciągu tych paru miesięcy Szwecja i Dania też nauczyli się pisać. Szwecja używa dokładnie takich samych runów, jak ja, a Dania trochę innych
[2]. Naturalnie musieli mu pokazać, jak piszą, węglem na deseczce. Wszyscy troje upaprali sobie łapy [a Szwecja także nos]. Potem ten obcy wziął deseczki i strasznie długo kombinował. Wybrał z runów Szwecji i moich kilka znaków, to samo zrobił z runami Duńczyka, dodał sporo od siebie i z nieukrywaną dumą przedstawił nam swoje własne runy
[3]. Ojciec śmiał się tak, że 'kuzynek' zaczerwienił się i poprosił, żeby go czym prędzej zabrał z powrotem do domu. Tak się też stało.
Po jakimś czasie ojciec znów wrócił do nas, tym razem przywożąc ze sobą aż dwoje rodzeństwa. Byli to brat i siostra, Islandia i Grenlandia. Ponoć mieli jeszcze jedną siostrzyczkę Winlandię, ale nie wiadomo dlaczego, ojciec jej tu nie przytargał. Obydwoje mają bardzo jasne włosy i oczy
[4]. I obydwoje są delikatni! Miła to odmiana po Szwecji, który tylko burczy pod nosem, i Danii, który chociaż mnie czasem śmieszy, jest przerażająco nieprzewidywalny...
Zrobiło się ciepło i wszędzie rosną kwiatki, więc godzinami włóczymy się z Islandią po łąkach i lasach i je zbieramy. Grenlandia woli towarzystwo Danii
[5]. On jej chyba nie lubi, zawsze strasznie się krzywi, kiedy gania trop w trop za nim jak psiak nad rzekę. Kiedyś nawet wrzucił ją do wody, myśląc, że się odczepi, ale się grubo mylił. Gdyby ojciec nie zabrał jej z powrotem za morze, pewnie nic by jej nie było w stanie odegnać od niego.
Szwecja już się z nami nie bawi. Wyrósł i wyprawia się teraz z ojcem albo samotnie. Rzadko bywa wśród swoich, więc zaczyna powoli zapominać naszego języka i bardzo go zniekształca, gdy mówi. Pisze też jakimś dziwnym alfabetem, który nie jest podobny ani do runów, ani do tego alfabetu, którego używają kupcy z Europy
[6]. Podobno zna najdalsze zakątki wschodniej części morza, lubi też zapuszczać się rzekami w głąb lądu.
Dania też by wypływał, ale zrobił się tak nieznośny, że ojciec wciąż odwleka wypełnienie swojej obietnicy. Skutek jest odwrotny od zamierzonego. Chodzi po domu struty i z nudów robi krzywdę mnie albo Islandii. Ostatnio mały prawie umarł ze strachu, kiedy Dania zaczął przy jedzeniu rzucać nożami w ławę dokładnie tuż obok miejsca, gdzie siedział. Omal nie rozdarł mu nogi. Robi się naprawdę szalony, muszę o tym donieść ojcu, zanim dojdzie do jakiejś tragedii.
1 - Wpadam na pomysł tworzenia zapisków14.04.2009 :: 15:45 |
Link |
Skomentuj (0)No i co by tu napisać na początek?... Ojciec powiada, że prawdziwy wiking nie trudni się pisaniem i śmieje się ze mnie, że mi się chciało ślęczeć nad runami przez pół roku, żeby się ich nauczyć. Ale wreszcie je opanowałem i mogę teraz pisać wieczorami. Przedtem mi się tak bezsensownie nudziło. A, i mogę go tu bezkarnie obgadywać, bo jest niepiśmienny.
Może najpierw się przedstawię. Nazywam się Norwegia, ale możecie mi równie dobrze walić Norge. Moim zdaniem lepiej brzmi. Kwestia gustu. Właśnie siedzę przy stole koło kominka w sali jadalnej i jednym okiem przyglądam się, jak Szwecja oprawia rena, którego z rana upolował ojciec, a drugim, jak Dania strzela za okno. Debil. Dania i Szwecja to moi starsi bracia, ale Dania jest z innej matki, niż my, i dlatego jest nadpobudliwy
[1]. Jako jedyny z nas ma krótkie, szczeciniaste włosy, podobne do końskiej grzywy. Jest wyższy ode mnie o głowę i lubi mnie przypierać do ściany, jak nikt nie patrzy . Lubię go bardzo, ale lepiej dogaduję się ze Szwecją. On też jest ode mnie wyższy o głowę. Niedowidzi, więc próbuje sobie pomagać mrużeniem oczu, a że ma ślepia jak u wilka, wygląda to strasznie. Zarówno on, jak Dania mają zimne głosy o takiej samej, brzydkiej barwie, ale łatwo ich rozpoznać, bo Szwecja gubi końcówki wyrazów. Ja mówię czysto, ładnie i poprawnie. Lubię też śpiewać. Ojciec śmieje się i mówi, że ze mnie panienka, nie wiking.
Jeszcze go nie ma, poszedł na gęsi. Ma wrócić wieczorem na pieczyste. Ciekawym, kto je niby upiecze. Nie nauczył nas, jak to się robi, a służba ucieka w popłochu, kiedy straszliwy Pan Skandynawia przywozi łupy z wyprawy. Wracają dopiero, gdy jego flota wypływa za morze.
Ojciec jest w domu rzadkim gościem. Powiada, że chce uczynić świat wikińskim i znaleźć nam wreszcie matkę, ale my wiemy, że naprawdę chodzi o zdobywanie bogactw. Co do matek, to mieliśmy ich już tyle, że od wymieniania głowa boli. Żadnej nie widzieliśmy nigdy na oczy. Podobno mamy też więcej braci i sióstr rozsianych po świecie, ale mieszkają ze swoimi matkami.
Podczas gdy ojciec gdzieś się zabawia, mieszkamy sobie we trzech zupełnie sami i jest dobrze. Służba daje nam jeść i dba o to, żebyśmy byli zawsze ciepło ubrani [jak się nie pilnuje Danii, to często się rozbiera na mrozie, i potem okropnie kaszle nocą, a ja i Szwecja nie możemy przez niego spać]. Jeśli jest pogodnie, idziemy nad rzekę łowić raki, bo polować i chodzić na wojny nam jeszcze nie wolno. Jeśli pochmurno i zimno – siedzimy przy kominku i Szwecja opowiada nam historie o bogach i potworach
[2]. W niektóre nie chce mi się wierzyć, ale wtedy Szwecja przysięga, że to jest szczera prawda i że ojciec mu tych wszystkich bogów i wszystkie potwory pokazywał, jak mnie jeszcze nie było na świecie, a Dania mieszkał ze swoją matką. I tak się dziwnie rumieni.
Dania nie lubi słuchać Szwedowych historii. Opowiada mi niekiedy o jakimś Chrestusie i namawia, żebym się nawrócił na wiarę w niego
[3]. Ojciec nie byłby zadowolony. Dania twierdzi, że wierzenie w Chrestusa jest bardzo fajne, ale ja nie wiem, co jest fajnego w wybaczaniu wrogom i klęczeniu kilka godzin w tygodniu na zimnej posadzce.
Muszę odstawić pisanie, bo Szwecja skończył już oprawiać renifera i biją się z Danią o to, kto weźmie po nim skórę. Biedny renifer. I tak pewnie trafi na podłogę do sypialni ojca. Nie lubię, jak się przy mnie dręczy zwierzęta, nawet po śmierci.
Opowieść ta rozrastała się w trakcie tworzenia...14.04.2009 :: 15:35 |
Link |
Skomentuj (0)...jak napisałby mistrz Tolkien - pan, którego twórczość popchnęła mnie do napisania już bardzo wielu stronic najróżniejszego rodzaju - między innymi
hetaliowej wersji Władcy Pierścieni, choć nie nią będę się tu zajmować.
Pewnego zimowego dnia Nifel uświadomiła sobie, że nie ma żadnego prezentu ślubnego dla dwóch osób, które darzyła wielką sympatią. Osoby te, podobnie jak sama Nifel, niezmiernie przepadały za APH - a zwłaszcza za Skandynawami. W ciągu 2-3 dni nieustannego ślęczenia nad klawiaturą, popijania niesamowitych ilości herbaty i studiowania w ekspresowym tempie wszystkich dostępnych materiałów na temat historii północnej Europy od czasów najdawniejszych do roku 1523, powstał cały sezon pierwszy
Zapisków Norge.
Początkowo nikomu nie śniło się o kontynuacji. Przyznam się bez bicia, nienawidzę ciągnąć na siłę czegoś, co nie zostało z góry wyliczone na większą ilość części. Ale czasami kontynuacja naprasza się sama, pulsuje we krwi i rozsadza żyły, zmuszając udręczone palce do wstukiwania w Open Office'a dalszych wytworów umysłu na dany temat.
Co z tego wynikło, niektórzy już zobaczyli, zaś inni wkrótce zobaczą.
Kurtyna w górę!. Norge na scenę.